Tak, lubię parady uliczne, ale tylko wtedy,gdy nie wmieszają się w to zaraz teatry.

Istotnie - lubię parady uliczne, które często bawią się pod oknami mojego domu. Przebywam w kraju, w którym takie pochody są rzeczą powszechną i ludzie bardzo je cenią. Może i są huczne, ale za to komiczne, barwne i często śmieszne lub przynajmniej awangardowe.
Tego zbiorowego entuzjazmu nie podzielam tylko w chwili, kiedy w taki przemarsz wbiją się teatry uliczne. Nie kojarzę czym zawinił mi teatr uliczny, ale nie cierpię tych mimów i innych przygłupich ludzi, którzy udają pospolitych przechodniów, chwytają za rękawy widzów i chcą ich dołączyć w coś bezsensownego dodając sobie do tego filozofię jakiejś sztuki, którą kapują chyba tylko oni.
Nie lubię, kiedy ktoś mnie zaczepia, lub obrzydza mi ten przemarsz nagłym, niespodziewanym wyskokiem.
Nie cierpię sztuki XX wieku w ogóle, ale oni są wtedy dla mnie, jak nagła chmura w piękny, bezchmurny poranek. Wiem, że zaraz odlecą, ale czy naprawdę muszą rujnować mi dobry nastrój samym swoim widokiem ? Nawet tak krótkim ?
Pewnie nie znajdę dużego poparcia wśród innych, bo ludzie generalnie lubią takie spktakle, no ale to jest właśnie moje zdanie :)

Tags: , ,

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.